• ,,Pieśń księżyca"

        Te charakterystyczne, a zarazem tak obce wszystkim, długie pasma białych, jedwabistych włosów. Sunące na wietrze, jak gdyby chciały wygrywać na nim niesłyszalną dla ludzkich, prymitywnych uszu, melodię. Ledwo słyszalną nawet dla elfów, faerii czy innych stworzeń.

        Tajemnicę tej melodii znała tylko jedna osoba, sama właścicielka roztrzepanych kosmyków.

        Drobnej postury dziewczyna, w której jasnych, zielonych jak igiełki sosen oczach, co noc odbijało się światło księżyca.

        Któregoś dnia pojawiła się znikąd, w małej wiosce, obok królestwa Edemon, znanego z swoich okrutnych rządów. Nie pamiętała swojej przeszłości, imienia, rodziny, pochodzenia, nie pamiętała nic, oprócz tępego bólu głowy. Wiedziała jedno - na pewno nie pochodziła stąd. To, co znacząco wyróżniało ją na tle innych, był zupełnie przeciwstawny wygląd. Porcelanowa cera, białe włosy i jasne oczy. Zupełnie nie pasowało to do ludzi i klimatu panującego w tym miejscu. Większość osób miała tu przeważnie czarne włosy i śniadą cerę, dlatego już pierwszego dnia od swojego przybycia, wywarła na wszystkich niesamowite wrażenie. Ludzie mieszkający w wiosce do której przybyła byli prości, znaczna większość z nich nigdy nie opuściła tego miejsca. Z początku nie byli dobrze nastawieni, bali się jej, ze względu na to, jak wyglądała. Po wielu błaganiach o pomoc, przyjęła ją pewna starsza kobieta, nazywana przez wszystkich Darissą. Dziewczyna nie mogła pozostać dłużna, obiecała więc w zamian, że będzie pomagać jej w pracach domowych i odwdzięczać się jak tylko może, wszystko za dom, który jej podarowała, przynajmniej do czasu, aż sobie nie przypomni.

        Przez ludzi z wioski nazywana była księżycową panienką lub porcelanową laleczką, ze względu na swój wygląd, oraz na to, jak często wychodziła na zewnątrz w nocy, siadała na najbliższej świerkowej ławeczce i przyglądała się niebu. Za każdym razem jej włosy lekko połyskiwały, zroszone światłem ulicznych lamp, a jej oczy, wydawały się być smutne. Mimo to, nigdy tak naprawdę nie była smutna. Przynajmniej za dnia.

        Dni mijały, a księżycowa panienka zarażała kolejno ludzi z wioski swoim niesamowicie pozytywnym podejściem do życia i żwawym temperamentem. Często przesiadywała z dziećmi i opowiadała bajki, uczyła je alfabetu, lub grała z nimi w gry. Dorosłym natomiast pomagała w polu, chodź nie była w tym najlepsza. Nawet jeśli coś poszło nie tak po jej myśli, lub coś sobie zwichnęła, zawsze się tylko śmiała.

        Prędko pod jej wpływem wieśniacy nabrali większej pewności siebie i wiary w lepszą przyszłość. Bez ucisku Edemonu, zaczęli w końcu żyć.

        Nie musiało minąć sporo czasu, by nią samą zainteresowali się wyżsi pozycją.

        Pewnego dnia dostała zaproszenie od samego drugiego księcia Edemonu, na bal zorganizowany ze względu na zawarcie unii z jakimś bogatym królestwem, z którym toczyli dość długi spór.

        Zdziwiona tym zaproszeniem, oraz ostrzeżona przez krzątającą się w tym czasie po kuchni Darissę, postanowiła wyrzucić zaproszenie. W ten sposób wylądowało do kosza.

        Ale książę nie ustąpił. Po kilku dniach, gdy tylko zauważył, że nie dostał żadnej odpowiedzi, postanowił wysłać kolejne zaproszenie, kolejne, i kolejne.

        Za każdym razem Darissa ostrzegała księżycową panienkę, powtarzając jej, że królestwo Edemonu jest znane ze swojego okrucieństwa wśród wszystkich wysoko postawionych królestw i, że sam książę, musi być w takim razie uosobieniem dwulicowości.

        Ale dlaczego cały czas nie ustępował w wysyłaniu jej listów? Aż tak bardzo zainteresował się jej osobą? Dziewczyną, która nie znała nawet swojego własnego imienia i pochodzenia.

        Zdawała sobie sprawę, że to zapewne przez jej niepowtarzalny wśród ludzi żyjących tu, wygląd.

        Ale mimo tych ostrzegawczych znaków, oraz świadomości, dlaczego jest nią zainteresowany, coś w środku cały czas namawiało ją, żeby przekonała się i tam poszła.

        Walcząc z tym pragnieniem, księżycowa panienka w końcu uległa i w dzień w który miał odbyć się bal, czmychnęła przez okno domu Darissy. Nie miała jednak żadnych stosownych ubrań, oprócz białej, krótkiej sukienki, w której pojawiła się tutaj pierwszego dnia. Przebrała się więc w drodze w lesie, i pobiegła dalej.

        Droga była długa, ale nie przeszkadzało jej to. Czuła w tym momencie coś zupełnie nowego, coś czego tak dawno nie czuła. Była to ekscytacja i lekki strach. Gdy tak biegła przed siebie, w jej długie włosy wplątało się mnóstwo gałęzi i listków z pobliskich drzew.

        Pałac królewski nie trudno było zauważyć, głównie ze względu, że z okazji całego przedsięwzięcia był oświetlony, a kontrast kruczoczarnego muru z jasnym, żółto połyskującym światłem lamp zapierał dech w piersiach.

        Księżycowa panienka stanęła ostrożnie przed samym wyjściem z lasu i porządnie otrzepała ubranie oraz upięła włosy. Stojąc tak i otrzepując się, mogła przy okazji przyjrzeć się twarzom większości zaproszonych osób. Byli to niesamowicie bogaci ludzie, mogła wywnioskować to po ich ubraniach - drogie suknie w najróżniejszych kolorach i wariantach, włosy upięte złotymi spinkami w staranne fryzury, idealnie dobrany makijaż, to była zupełnie inna liga. W porównaniu z nimi, była dosłownie niczym. Jedynie dziwną dziewczyną ubraną w białą sukienkę, w której równie dobrze można by iść spać. Mimo to, dostała zaproszenie, więc zarzuciła pewnie włosy za ucho, zebrała się w sobie i żwawym krokiem ruszyła przed siebie.

        Wychodząc z cienia od razu skierowała na siebie ciekawskie wzroki innych gości, a wokół rozległy się ciche szeptania, najpewniej o niej. Wzdrygnęła się, ale szła dalej w stronę wejścia do pałacu, którego pilnował wysoki człowiek, sprawdzający co chwilę zaproszenia. Po chwili spojrzał na nią z lekkim niedowierzaniem, ale próbując to ukryć, od razu wziął od niej zaproszenie, przyjrzał mu się i pozwolił jej wejść.

        W środku panował ogromny hałas z powodu odgłosu klasycznej muzyki, oraz rozmawiających gości. Sala była przeogromna. Białe ściany przyozdobione były złotymi zdobieniami o nierównych kształtach, a z sufitu zwisał ogromny, szklany żyrandol. Na podłodze znajdował się czerwony dywan prowadzący do schodów, oraz duży parkiet. Jakby tego było mało, był także balkon, na którym ludzie opierali się, popijając co jakiś czas kieliszki wina i dyskutując na różne tematy.

        Czuła się tu trochę jak intruz, jakby zakłócała swoją osobą jakąś ważną ceremonię. Oparła się więc o jedną z najbliższych ścian w kącie i przyglądała innym, to właściwie jedyne, co mogła teraz robić. W końcu nikogo tu nie znała. Zaczynała żałować już, że nie została z Darissą w domu i tak po prostu zniknęła bez jej wiedzy. Miała tylko nadzieję, że ta nie obudzi się w nocy i nie zacznie panikować. Wioska nienawidziła Edemonu, była z nim niestety jednak związana i w dużym skrócie, pracowała dla nich, mało z tej pracy dostając w zamian.

        Nie minęło sporo czasu, aż zainteresował się nią ktoś z wyższych sfer. Był to sam adresat zaproszenia. Odkąd pojawiła się na balu, przyglądał się jej z zainteresowaniem. W końcu postanowił podejść i poprosić ją do tańca.

        Dziewczyna zdziwiła się, ale nie odmówiła, uśmiechnęła się tylko i podała mu dłoń.

        Wywołało to oburzenie wśród gości, był to zupełnie niecodzienny widok, żeby sam książę tańczył z jakąś obcą, dziwnie ubraną i wyglądającą dziewczyną.

        Ale książę nie był tym przejęty, w tamtym momencie był wpatrzony tylko i wyłącznie w białowłosą.

        Jej uśmiech w jakiś dziwny, nieopisany sposób roztapiał jego lodowate serce.

        Przetańczyli prawie całą noc, a ich ręce co chwilę układały się w miłosnym uścisku.

        Nie musieli używać słów.

        Wystarczyła tylko melodia, oraz taniec ich ciał.

        Po niedługim czasie księżycowa panienka i książę, poznawszy się bliżej, zakochali się w sobie z wzajemnością.

        Lodowe serce księcia natomiast, topniało coraz bardziej, pod wpływem kojącej osobowości dziewczyny.

        Nauczyła go jak kochać, jak wybaczać i jak pomagać innym.

        Któregoś dnia postanowił się jej oświadczyć, na co dziewczyna zareagowała pozytywnie, ale pod warunkiem, że wioska która uratowała jej życie, będzie posiadać lepsze warunki. Książę przystał na to, ku oburzeniu jego ojca.

        Zamieszkali razem w wielkim zamku, należącym do ojca księcia, który nie był do tego małżeństwa pozytywnie nastawiony. Widział on bowiem, co dziewczyna wyprawia z jego synem. Niegdyś był on wręcz znany ze swojego okrucieństwa nawet bardziej od swojego starszego brata, a ta kobieta kompletnie zawróciła mu w głowie. Stał się miękki, zbyt miękki.

        Ojciec zaczął z tego powodu znęcać się poważnie nad synem i grozić, że nie przestanie, jeśli ten, nie zerwie oświadczyn. Książę jednak, za każdym razem przyjmował na siebie wszystko, co zadał mu ojciec. Upierał się przy swoim, wiedząc, że ojciec od zawsze używał ciężkiej ręki i zapewne prędko nie przestanie.

         

        Nadszedł czas ślubu.

        Od tego momentu księżycowa panienka stała się księżną królestwa, które w krótkim czasie zdążyło poznać jej ciepłe serce i stanowczo zmieniło się na lepsze. Oczywiście, królowi nie podobało się to wszystko, twierdził, że jest intruzem, który chce zniszczyć cały autorytet, na który tak długo pracował. Nienawidził słabości i nie przestał znęcać się nad swoim synem, wręcz ponawiał jeszcze bardziej swoje okrutne praktyki.

        Powoli i w księciu, coś zaczynało się psuć.

        Po kilku latach na świat przyszedł pierwszy syn królewskiej pary, któremu nadano imię Xavier. Był to uroczy chłopiec o jasnej cerze i świerkowych oczach, po mamie, oraz kruczoczarnych włosach, po tacie. Z pewnością więcej urody odziedziczył jednak po mamie, ze względu na swoje delikatne rysy twarzy, ale wraz z wiekiem, nabywał coraz więcej męskich cech po ojcu.

        Księżna Edemonu, zwana niegdyś księżycową panienką, niesamowicie pokochała swojego syna już od pierwszego wejrzenia. Uwielbiała jego uśmiech, małe nóżki i niesforne kosmyki czarnych włosów, opadające mu zawsze na twarz, które przypominały jej swojego lubego.

        Xavier był niewątpliwie owocem ich miłości.

        Ale któregoś dnia, wszystko runęło.

        Stało się to, gdy Xavier miał zaledwie pięć lat.

        Nie było już tamtych wesołych, beztroskich dni.

        A nad całym królestwem, wisiały tylko szare, gniewne, burzowe chmury.

        Księżna przestała pojawiać się na dziedzińcu, w mieście, w rodzimej wiosce, nie było jej nigdzie.

        Jedynie nocą dało się przyuważyć ją, siedzącą na jednej z ulicznych ławeczek i wpatrującą się tęsknie w księżyc.

        A pod przykryciem nocy, na jej ramionach i dłoniach widniał szereg siniaków.

        Ludzie slyszący po raz pierwszy tą historię, mogą uznać ją za głupią i naiwną dziewczynę, ale nigdy nie żałowała ani jednego dnia spędzonego na zamku, ani jednej spotkanej osoby w królestwie, ani jednej czułości względem swojego ukochanego, nawet jeśli nie było już między nimi tak, jak dawniej, nie, póki miała przy sobie Xaviera. A póki z nim była, miała się dla kogo uśmiechać.

        I tylko to się liczyło.

        Jej charakterystyczną cechą nie były już długie, białe włosy, stał się nią uśmiech, wyłaniający się spośród łez.

        Lucia...

        (Roksana Szulimas)

         

        -----

         

        Pani

        Zostawiona sama sobie

        Bo w całym domu nie ma dla niej żywej duszy

        Tylko kot w popłochu

        Goniący mysz w oddali

         

        Ludzi widuję tu od groma

        Bo zawsze gromada jest jakaś wesoła

        I zawsze odbywa się żwawa rozmowa

         

        Ale w oczach innych

        Jest chyba tylko cieniem

        Może dlatego,

        Miesza wino z cierpieniem?

        (Roksana Szulimas)

         

        -----

         

         

        Na wagę

        Dziś podlewam wszystkie kwiaty,

        Chryzantemy, piwonie, maki

        Słoikiem pełnym moich łez

         

        I z każdym dniem, zanikam bardziej

        Bo wszystko gdzieś straciło sens

        I może sprzedam gdzieś te łzy

        Bo trochę już na wagę są

         

        Może założę jakiś sklep

        Firmową szatę będę mieć

        Choć trochę już nie umiem czuć

        I z każdym dniem

        Oddycham mniej

         

         

        ----

        Obłędem jest uczucie bezsilności

        A krew zalewa mnie i moje kości

         

        Cienie na moich palcach

        Retuszowane dłonie

        Krzyki zamkniętych ust

        Przedziurawione skronie

         

        Świst niewygodnych słów

        (Roksana Szulimas)

         

        -----

         

         

        Mosty

        Paliłam mosty

        I zaognione zostawiałam kości

         

        Moje wnętrzności

        Oplatane były cierniem

        Twojej złości

         

        Bez wiadomości,

        Żyjąc w gorzkiej

        Cierpkiej

        Znajomości

        (Roksana Szulimas)