Nawet nie podejrzewaliśmy się o taki hart ducha i siłę, kiedy kroczyliśmy po Dolinie Chochołowskiej w strugach deszczu. W najśmielszych przewidywaniach nie przewidzieliśmy tego, że będziemy (z własnej woli) podziwiać Tatry w takiej scenerii.
No cóż, nie każdy ma taką okazję, to my okazaliśmy się wybrańcami losu!
Zakończyliśmy dzień w gorących wodach zakopiańskich term, było cudownie.
Później było jeszcze lepiej –zimą zdobywaliśmy szczyty gór.
Co prawda naszym szczytem była Gubałówka, ale zawsze to szczyt… i zimą, no może wczesną wiosną, bo akurat śnieg, który spadł nocą, właśnie się topił, ale to nie miało najmniejszego znaczenia.
Podczas spaceru po stolicy polskich Tatr towarzyszyły nam i słońce, i rześki powiew wiatru.
Gdyby nie to, że noc była jakaś taka krótka, i zupełnie nie sprzyjała spaniu („magia gór”, chyba), i nogi, które trochę ucierpiały, odmawiały współpracy, to pewnie podjęlibyśmy się dalszych wyzwań.
No cóż, wniosek jest jeden (tu zgodziliśmy się wszyscy), trzeba pojechać na następną wycieczkę…
(autor: BP)