Nareszcie pandemia odpuściła! Nie tracąc czasu klasy mundurowe III Liceum Ogólnokształcącego im. K.Kosińskiego w Zespole Szkół nr 3 w Kłobucku ruszyły na "daaawno" zapowiadane warsztaty tematyczne, związane z krótkim kursem wspinaczkowym. Choć może nie był to kurs pozwalający po jego ukończeniu na posługiwanie się certyfikatem, czy innymi uprawnieniami (czas na to nie pozwolił), to jednak spełnił swoje zadanie. Bo po pierwsze: odkrył nowe horyzonty w uprawianiu sportu, zaprezentował dyscyplinę nieco ekstremalną (i to się spodobało), a jednocześnie w pełni harmonizującą z otaczającą nas przyrodą. I to w stopniu najwyższym. No bo wyobraźmy sobie piękną pogodę, słońce, które oświetla cudownie mieniące się w nim jurajskie skały i nas – wspinających się po nich, aby zdobyć szczyt. A wspinaczka ta wymaga siły, sprawności… no i myślenia.
Po drugie: warsztaty udowodniły zagorzałym komputerowcom, że istnieje świat… na zewnątrz. Ba, i to jaki! Co ciekawe, to właśnie wielu z nich tak bardzo zapaliło się do tego nowego sportu, że obawiamy się o ich samopoczucie, które z pandemicznego odrętwienia zmieniło się w letnią euforię. Nie wspominając o zjawisku hiperwentylacji, która dotknęła tych moli komputerowych po półtorarocznym ćwiczeniu skoliozy na gamerowym fotelu i wytrzymywania w pomieszczeniu z minimalną ilością tlenu (brak czasu na wietrzenie, bo gra wciągnęła bez umiaru).
Tak więc przez dwa ciężkie dni młodzież uczyła się posługiwania sprzętem alpinistycznym, sama wykonywała podstawowe węzły, przygotowywała sprzęt wspinaczkowy, by pod wieczór dnia pierwszego postawić swe pierwsze kroki na ścianie wspinaczkowej. Tam uczyła się komend niezbędnych przy uprawianiu tego sportu w zespole, tam nabierała zaufania do lin (jakichś takich cienkich) i karabinków (jakichś takich małych), które miały stanowić odtąd podstawową polisę ich bezpieczeństwa. A robili to pod okiem niebyle kogo, bo byłego komandosa z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, będącego jednocześnie instruktorem w tej dziedzinie Damiana Jelonka.
Drugi dzień był już kwintesencją piękna tego sportu. Oto bowiem od wczesnych godzin porannych młodzież szkoliła się na podlesickich skałkach w zjazdach na linach, z wykorzystaniem technik wspinaczkowych. Opalone, uśmiechnięte twarze i nabrzmiałe ego było najlepszą oceną tych warsztatów. A wieczorami – nastrojowe ogniska, przy których na wyścigi opowiadało się wrażenia i przygody minionego dnia. Trzeba te warsztaty jak najszybciej powtórzyć, najlepiej we wrześniu, nie ma na co czekać! Zresztą zobaczcie zdjęcia.